„obrzmiałego policzka.
Przestronna sala i chyba z dziesięć stolików, obstawionych giętymi misternie krzesłami. Wzdłuż jednej ze ścian solidny bufet, na nim beczułka z piwem, zaopatrzona w kran z pompką. W oszklonej szafce różne zakąski, a na błyszczącej tacy prosiak upieczony na złocisty kolor. W ryju dorodna marchewka.
Przy bufecie starszy pan w białym fartuchu, straszący ścierką przelatujące muchy, zapewne właściciel. Za nim restauracyjny regał pełen różnorodnych spirytualiów i zawieszony na widocznym miejscu czarny stylizowany napis „Kredyt nic żyje, zabili go dłużnicy". Pod przeciwległą ścianą, na wprost szynkwasu, wielki stół bilardowy pokryty jaskrawozielonym suknem i pochyleni nad nim dwaj panowie, rozbijający właśnie piramidkę białych kul.
Wyłuszczyłem gospodarzowi swoją prośbę. Obaj gracze przerwali partię, bez żenady przysłuchując się rozmowie. W pewnej chwili starszy z nich podszedł do mnie i powiedział dobrodusznie
— Nie radzę, panie podchorąży, przykładać lodu. Można nim przeziębić opuchliznę. Zapraszam do stolika. Zaaplikuję panu taki środek, po którym ból jak ręką odjął.
Przyjąłem propozycję i usiedliśmy w trójkę w rogu sali.
— Stary, dawaj butelkę mahandla! — zakrzyknął do gospodarza mój rozmówca. — I po halbie piwa, tylko zimnego! — dorzucił jego współtowarzysz.“(2)


Hostele sudety |poligrafia |Finanse