„Brzozowy lasek. Wracają samoloty. Pociąg, uciekający ludzie i nasz mizerny las znajduje się pod obstrzałem karabinów maszynowych. Honorka zakrywa sobą Maćka, ja Halinkę. Sypią się liście z chrzęstem jak grad ulewny. Jęki w pobliżu, ktoś ucieka z wyciem. Nie opodal rośnie grusza, pod nią stoi ułan z koniem. A nad nimi lotnik urządza igraszkę zatacza koła, strzela. Wreszcie koń wyrwał się żołnierzowi, pocwałował w pole. Ciągle szeleszczą liście, tupią jak drobne pazurki gołębi po dachu. W jakiejś chwili domyślam się, że to kulki i odłamki ścinają liście, pędzą ku ludziom. Samoloty są niezmordowane. Wysieka las, oberwą wszystkie liście, nie zostawią tu nic i nikogo. Jestem mokra od potu. Trzepnęło mnie coś w skórzany pas, zasyczało przed samym nosem. Patrzę w głupim olśnieniu kula. Jeszcze takich kilka zaszyło się w szary mech.
Cisza Nie ma samolotów. Zastygły drzewa nieruchomo. Wzmagają się jęki, zawodzenia rozpaczy, przerażające nawoływania.
— Żyjesz — pyta Honorka. — Co to było
— Wojna — odpowiadam. — Zapomniałaś
Halinka i Maciek ciągle swoje mama, mama. Koń wrócił pod gruszę. Naokoło nas leży chyba ze dwadzieścia osób. Już nie wstaną. Ci, którzy mogą się ruszać, wzywają pomocy. Jak ocalałyśmy my dzieci, Honorka i ja Wygrzebuję z kieszeni lusterko. Wpatruję się w swoje dziesiąte twarze, dziesięć słońc razi mi oczy. Nie mogę siebie poznać. Przeczesuję włosy połamanym grzebykiem. Muszę się uspokoić.“(12)
<<<< Sędzia Hanke pełnił
| Niestety wszędzie były >>>>
Bet-At-Home |bożonarodzeniowe |Kraków Chalupnictwo